Świat widziany z dwóch kółek

    Gdy podjąłem decyzję o publikowaniu treści w Internecie, od dobrego znajomego usłyszałem, że najtrudniejsze w prowadzeniu bloga jest tworzenie treści. Teraz wiem co miał na myśli. W pierwszej chwili zachłysnąłem się pisaniem i z dużą łatwością przychodziło mi publikowanie nowych artykułów. Jednak po pewnym czasie częstotliwość aktywności spadła. Przypomina mi, to bardzo sytuację z wyścigu lub rozpoczynania aktywności fizycznej. Skąd takie skojarzenie? Z własnych doświadczeń. Gdy rozpocząłem przygodę z kolarstwem amatorskim i wystartowałem w pierwszych zawodach, to od sygnału startu pędziłem ile było sił w nogach i w płucach nie myśląc o konsekwencjach, taktyce, rywalach. Najważniejsze było aby dać z siebie wszystko i nie oglądać się za siebie. Teraz po latach zabawy w ściganie na dwóch kółkach bardzo często w mojej głowie słyszę słowa wypowiedziane przez znajomego na jednym z treningów nie wygrywa najsilniejszy, a najsprytniejszy! Wypowiedział, to pokonując mnie na ostatnim podjeździe jaki wtedy mieliśmy podczas wspólnej jazdy, a ja oczywiście wcześniej nie oszczędzając swoich sił pracowałem bardzo intensywnie.

    Mija właśnie 8 lat od czasu, gdy rozpocząłem swoją intensywną przygodę z wyścigami rowerowymi. 8 lat, które wiele mnie nauczyły, ale którym wiele zawdzięczam oraz zwiedziłem wiele nowych miejsc i poznałem wiele ciekawych osób. 8 lat w trakcie, których zaliczyłem wiele kryzysów fizycznych i psychicznych. Przez te 8 lat pokonałem tzw. ściany i te w terenie, jak i te związane z ograniczeniami fizycznymi, które zmieniły mnie nie tylko fizycznie, ale też mentalnie. 8 lat, to okres, po którym człowiek zastanawia się co dalej? Zanim jednak na to odpowiem, to przypomnę jak, to się wszystko zaczęło :)

Dawno, dawno temu. Za siedmioma górami...

    Rower towarzyszył mi już od dziecka, pewnie jak u wielu z Was. Najpierw był popularny składak, na którym urządzaliśmy sobie gonitwy po lokalnych podwórkach i zabawy w policjantów i złodziei. Były również wycieczki rodzinne, ale i takie dłuższe z kolegami z klasy. W liceum natomiast spotkałem po raz pierwszy profesjonalistę rowerowego. Pamiętam jak dziś, gdy wracaliśmy z kąpieliska w dzielnicy Gliwic - Czechowice i na długiej prostej, z paroma wzniesieniami, nasz kolega ruszył w pogoń za innym profesjonalistą zostawiając nas daleko w tyle. Niesamowite wrażenie zrobił ten szybko znikający punkt. Wtedy zobaczyłem, jak szybko można jeździć na rowerze. Jazda na rowerze, to była zabawa. Pojawiły się wycieczki górskie, zdobywanie kolejnych beskidzkich szczytów, ale bez pośpiechu i analizowania danych. Na studiach pojawiła się nawet propozycja dołączenia do akademickiej drużyny kolarskiej jednak nie miałem wtedy jeszcze na tyle odwagi, aby to uczynić.
    
    Po skończonych studiach ponownie spotkałem naszego profesjonalistę z czasów licealnych. Jak to zawsze bywa porozmawialiśmy o dawnych koleżankach i kolegach. Wtedy też usłyszałem, że jeden z naszych kolegów bierze udział w maratonach rowerowych. Zmobilizowało mnie, to do wzięcia udziału w zawodach. Wiecie, zadziało polskie podejście - ja nie dam rady? :)  I tak zaczęła się moja przygoda z wyścigami na rowerze górskim, jak i na rowerze szosowym, która trwa po dzisiejszy dzień.

Dwa kółka wystarczą do szczęścia

    Czemu właśnie padło na rower i co mnie w nim tak pociąga? Najkrótsza odpowiedź, to cytat znaleziony w internecie:

Rower - to 1000 szczęśliwych wspomnień, zwariowanych przygód

czy nowych odkrytych miejsc i najlepszych ludzi spotkanych po drodze.

    W 100% właśnie ten cytat oddaje piękno jazdy na dwóch kółkach. Jak już wspomniałem wcześniej z rowerem mam wiele wspomnień i przeżytych przygód. Dzięki niemu też odkrywamy nowe miejsca, do których pewnie byśmy nie wyruszyli gdyby nie moja chęć udziału w jakiejś rywalizacji. Udział w zawodach pomógł nawiązać wiele nowych znajomości. Niemniej jednak chęć rywalizowania z innymi zawodnikami wymaga wielu poświęceń. Przez te 8 lat widzę, jak zmieniło się moje podejście do tego tematu, ale jak również świat rowerowy ewaluował. Na pierwsze zawody pojechałem na rowerze na 26-cio calowych kołach z ramą już aluminiową, ale jeszcze z błotnikami i innymi zbędnymi elementami. Teraz ścigamy się na rowerach z 29-cio calowymi kołami, najlepiej aby rama była wykonana z włókna węglowego i aby rower był jak najlżejszy. Nie tylko rower powinien mało ważyć, ale również sam startujący, więc dochodzi jeszcze kwestia diety, lub jak to woli odpowiedniego bilansowania kalorii. Ważną kwestią jest również regularny i specjalistyczny trening, na który trzeba znaleźć czas przy codziennych obowiązkach. Jak można zauważyć jest wiele elementów, na których trzeba się znać lub korzystać z pomocy specjalistów. Powoduje to też pewien stres. Utrzymanie takiego rygoru treningowo - dietetycznego wymaga dużej silnej woli i współpracy w rodzinie. Niestety też może powodować konflikty, ale z własnego doświadczenia wiem, że koniec końców udaje się wypracować taki model aby wszyscy byli zadowoleni.

    Jak już wspomniałem wcześniej, rower daje też spore możliwości odizolowania się od świata zewnętrznego. Kolarstwo, a w szczególności to górskie, samo w sobie jest sportem indywidualnym. To ja sam muszę się przygotować się do startu i na trasie dać z siebie wszystko. Dlatego też wiele treningów odbywa się samotnie. Daje to też świetną okazje do przemyśleń i odstresowania się. Uwielbam poranne treningi, gdy dzień dopiero się zaczyna. Wschód słońca nad polami, spotkane zwięrzęta leśne na swojej drodze zawsze pozytywnie mnie nastrajają na resztę dnia. 

    Z drugiej jednak strony, w dzisiejszych czasach nikt nie wygra dużego wyścigu bez mocnej drużyny. Kolarstwo szosowe jest sportem zespołowym i to chyba większym niż inne sporty z grupy tzw. zespołowych. Tutaj nie zrobimy zmiany, jeżeli ktoś ma słabszy dzień lub doznał kontuzji w trakcie rywalizacji. Jak mówi znane powiedzenie drużyna jest tak mocna, jak jej najsłabsze ogniwo. Trening w samotności, to podstawa w tym sporcie, ale wszyscy wiemy, że człowiek to raczej stworzenie stadne, więc czasem potrzebuje spotkać się w grupie. Ważnym elementem treningowym bywa utrzymanie tempa mocniejszych zawodników. Można oczywiście tego doświadczyć dopiero na zawodach, ale można również wybrać się na tzw. zbiórki, czyli spotkania entuzjastów kolarstwa. Od lat widzę wzrost popularności takich inicjatyw i naprawdę jest w czym wybierać. Polecam również każdemu, aby choć raz wybrał się na taką zbiórkę. Można spotkać ciekawe osoby ze świata sportu i poznać przy okazji nowe tereny.

    Osobiście parę lat temu postanowiłem spełnić swoje marzenie i wystartować w pewnym wyścigu organizowanym w Beskidach. Impreza ma charakter międzynarodowy i przyjeżdża wielu zawodników z innych krajów. Zawody trwają cztery dni. Każdego dnia mamy inną trasę do pokonania. Jest to ogromny wysiłek do wykonania, ale daje niesamowitą frajdę. Pierwszy start w tego typu zawodach był z myślą, aby tylko ukończyć te zmagania. Udało się pomimo problemów technicznych na trasie, ale właśnie to, że jedziemy cztery dni, to inni uczestnicy są bardziej pomocni niż na imprezach jednodniowych. Kolejną różnicą jest to, że już drugiego dnia mniej więcej można poznać osoby na naszym poziomie i wspólnie pokonać kolejne kilometry, niejednokrotnie spędzając ten czas na rozmowach :). Taki wyścig, zwany etapowym, daje też możliwość poznania innych rejonów nie tylko z poziomu roweru, ale również po skończonym etapie, w czasie wolnym.

Pandemia a rower

    Ten rok jest wyjątkowy. Pandemia zaskoczyła nas wszystkich i zweryfikowała nasze plany. Tak samo, jak u mnie. W tym roku kalendarz startów był mocno nabity. Oprócz kolarstwa miał pojawić się również triathlon. Niestety, albo stety, wiele imprez zostało odwołanych lub przeniesionych na inny termin lub na przyszły rok. Niemniej jednak należy również i z tej sytuacji wyciągnąć pozytywy. Chyba po raz pierwszy rower był tak mocno promowany przez nasz rząd. W wielu wzmiankach na temat tego co możemy robić w celu poprawy kondycji psychicznej, był wymieniany właśnie rower. Pierwszy raz również doświadczyłem sytuacji, gdy w sklepie rowerowym był problem z dostępnością pewnych modeli. Oczywiście wynikało, to po części z tego, że fabryki były zamknięte i nie produkowały sprzętu, więc i na półkach go brakowało, ale jeden ze sprzedawców powiedział mi, że to też był taki rok, że klienci brali wszystko co było. Wielokrotnie wybierając się na rower samemu lub z rodziną zauważyliśmy wzmożony ruch rowerowy na ścieżkach rowerowych i leśnych. Dzięki pandemii po raz pierwszy od czterech lat, długi weekend czerwcowy spędziliśmy nie w górach, a w Wielkopolsce, zwiedzając okoliczne wsie. Uskuteczniliśmy również rodzinne spędzanie czasu na dwóch kółkach wybierając się na przejażdżki z piknikiem. 


Osobiście również mocno zweryfikowałem swoje plany startowe i podejście do rywalizacji. Oczywiście nie porzuciłem całkowicie tego :) i jak tylko nadarzyła się okazja, to ruszyłem po dawkę adrenaliny towarzyszącą rywalizacji, ale wiem już na czym chcę się skupić i poznałem też inne formy uczestnictwa, które mogą być fantastyczną przygodą bez zbędnego psychicznego obciążenia jeżeli chodzi o wynik. Mogę śmiało powiedzieć, że ponownie poczułem radość z jazdy na rowerze.

Chroń głowę

    Jak to możliwe, że ponownie musiałem poczuć radość z jazdy na rowerze? Rower, jak każda inna aktywność może uzależnić. Tym bardziej może uzależnić adrenalina i napięcie towarzyszące rywalizacji. I ja tak miałem. Gdy tylko była okazja do wzięcia udziału w jakiś zawodach, to ruszałem. Na wspomnianych zbiórkach, również starałem się dać z siebie wszystko. Pamiętajmy jednak o tym, że każda taka rywalizacja, to ogromny wysiłek, nie tylko energetyczny, ale i psychiczny dla naszego organizmu. Osobiście doszedłem do takiego etapu, gdy jechałem na zawody, ale bez większych chęci na udział. Jechałem bo wiedziałem, że drużyna na mnie liczy lub, że wypada być. Czas pandemii spowodował, że tych startów jest niewiele i organizm odpoczął od tego napięcia. Oczywiście treningi były, ale były one inne, bardziej otwarte. Wielokrotnie w tym roku wybierałem się w góry tylko po to aby pokonać jakiś odcinek, bez sztywnego planu i patrzenia w cyferki aby wszystko się zgadzało. Pozwoliło, to mojej głowie odpocząć i nabrać dystansu. 

    Inną sprawą jest fizyczna ochrona naszej głowy. Jak już wcześniej wspomniałem, pandemia spowodowała wzrost zainteresowania kolarstwem. Niestety nie zawsze idzie, to ze świadomością odnośnie bezpieczeństwa. Za każdym razem, gdy idziemy na rower, cała nasza rodzina zakłada kaski. Dzieci już od czasów korzystania z tzw. rowerka biegowego miały zakładane kaski i teraz same pamiętają, że należy je ubrać. Oczywiście najwięcej dyskusji było z moją Iwonką, bo przecież kask zepsuję fryzurę, albo że nie wygodny. Jednak i ją się udało przekonać i teraz nawet, gdy sama idzie na rower, to już o nim nie zapomina. Na rowerze innej ochrony nie mamy tylko kawałek styropianu na głowie, ale pamiętajmy, że głowa, to jedna z ważniejszych okolic naszego ciała. Wiem, że wielu z Was może sobie pomyśleć, że ja tylko do sklepu jadę, albo ja jadę powoli, to nic mi się nie stanie, albo ja tylko po takich ścieżkach płaskich jeżdżę. Wierzcie mi lub nie, ale nawet jadąc 10km/h możecie się nabawić poważnego urazu głowy. Parę lat temu pani jadąca do pracy miała wypadek, bo kierowca otworzył drzwi swojego samochodu nie widząc, że ona nadjeżdża. Sam miałem taki wypadek. Kolega przywrócił się wjeżdżając na krawężnik, a jest dobrym rowerzystą. Coraz lepsza infrastruktura rowerowa - liczba ścieżek rowerowych ciągle rośnie, powoduje również wzrost liczby uczestników na nich. Niestety nie mamy jeszcze takiej kultury jazdy, jak w innych krajach i wielokrotnie słyszałem o nagłych zmianach kierunków przez innych jadących. Także chrońcie głowę nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Korzystajcie z dobrodziejstwa dwóch kółek i zwiedzajcie świat, byle bezpiecznie!


Komentarze

  1. Brawo za wytrwałość! W blogu i rowerze. Jak zawsze w życiu trzeba znaleźć pasję i umiar

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Mężczyzna, który nie spędza czasu z rodziną, nigdy nie będzie prawdziwym mężczyzną."

O odwadze, kiedy trzeba powiedzieć "nie"