"Mężczyzna, który nie spędza czasu z rodziną, nigdy nie będzie prawdziwym mężczyzną."
Na samym początku muszę się przyznać, że nigdy nie widziałem w całości filmu skąd pochodzi tytułowy cytat. Zapewne Ci, którzy go widzieli, wiedzą skąd jest zaczerpnięty, ale jeżeli są tacy jak ja, to podpowiem, że słowa te wypowiedział Don Vito Corleone w filmie Ojciec Chrzestny. Należy pamiętać, że główny bohater ma korzenie włoskie i rodzina stanowi bardzo ważny element w jego życiu. Tyle tylko, że pojęcie takie jak rodzina, we włoskim rozumienie, nie odnosi się tylko do żony i własnych dzieci, ale obejmuje całe drzewo genealogiczne i powiązania z innymi rodzinami. Niemniej jednak słowa, które wypowiada Vito Corleone mają mocny wydźwięk i moim zdaniem, w dzisiejszych czasach, nabierają jeszcze mocniejszego znaczenia. Pomimo tego, że od wyświetlenia po raz pierwszy Ojca Chrzestnego minęło już ponad 50 lat i wiele zmian zaszło w naszym społeczeństwie, to pytanie, jakie należy sobie zadać, czy te zmiany nie są na gorsze jeżeli chodzi o relacje rodzinne. Być może, w trakcie rewolucji, jaka miała miejsce przez ostatnie lata, zapomnieliśmy o słowach z tytułowego cytatu, a nawet zaczęliśmy uważać je za niezgodne z prawdą.
Amerykańscy naukowcy odkryli, że...
Aby się przekonać jak to jest w dzisiejszych czasach z rodziną, jak zawsze możemy liczyć na pomoc amerykańskich naukowców, którzy badali również i różnego rodzaju czynniki mające miejsce w rodzinie. Jednak za nim przejdziemy do wyników badań, chciałbym wyjaśnić o kim dokładnie będziemy mówić. Według Słownika Języka Polskiego:
Rodzina to: małżonkowie i ich dzieci; ogólniej też: osoby związane pokrewieństwem i powinowactwem.
Dzisiaj chciałbym bardziej szczegółowo porozmawiać o pierwszej części tej definicji, czyli relacjach pomiędzy rodzicami a dziećmi. Żeby być jeszcze bardziej dokładnym, to skupię swoją uwagę na roli ojca w tej układance. Tutaj znowu z pomocą przychodzi nam Słownik Języka Polskiego, który definicję ojca opisuje jako mężczyznę, który ma własne dziecko lub dzieci. Mi jednak przypadł do gustu punkt numer trzy w tej definicji, który brzmi: ten, kto coś stworzył, wynalazł, zainicjował lub był czyimś wzorem, natchnieniem itp. Moim zdaniem ta druga definicja oddaje w pełni czym jest ojcostwo lub powinno być. Nie ma co ukrywać, ale dołożyłem swoją małą cegiełkę w stworzeniu moich dzieci ;). Bardziej istotne w tym wszystkim jest druga część tego opisu, czyli bycie czyimś wzorem lub natchnieniem. Bardzo często okazuje się, że samo stworzenie swojego potomstwa nie stanowi większego problemu, jednak bycie wzorem do naśladowania to już jest wyzwanie i wymaga dużego poświęcenia z naszej strony. Jak pokazuje poniższy cytat, jest w tym wiele racji:
Czemu poruszam ten temat? Oczywiście z tego powodu, że sam jestem ojcem, a może i tatą, dwóch cudownych dziewczynek. Zawsze powtarzam, że dzięki nim jestem tu gdzie jestem i wyleczyłem się, chociażby częściowo, z pracoholizmu. Jak już pisałem też w poprzednich artykułach, dzięki nim nauczyłem się cieszyć z małych, dawno zapomnianych rzeczy. Oczekiwanie na pierwszą córkę było niesamowitym przeżyciem. Z pewnością nie można tego porównać do tego uczucia, jakie się rodzi pomiędzy matką, a przyszłym dzieckiem. Znane jest nam wszystkim powiedzenie jak instynkt macierzyński, który rozwija się właśnie w okresie ciąży. O instynkcie ojcowskim mało kto słyszał, a tak jak piszę Jacek Dukaj:
Doświadczenie ojcostwa – że mężczyzna staje się ojcem – nie można porównać do doświadczenia macierzyństwa. Matką staje się stopniowo, w wielomiesięcznym procesie, kobieta dorasta do tej myśli i roli w miarę jak dziecko w niej rośnie. Ojciec zaś staje się ojcem nagle, z dnia na dzień, z godziny na godzinę, w jednej chwili spada to na niego jak ostrze gilotyny oddzielające czas nieojcostwa od czasu ojcostwa. Gdy po raz pierwszy weźmie dziecko na ręce, wtedy uwierzy w jego realność. Albo, co gorsza, gdy dowie się wtem pewnego dnia: „Masz syna”, „Masz córkę”. Bez etapów pośrednich. Nie istnieje mężczyzn stan błogosławiony. Nie noszą ciąży. Nie doświadczają ojcostwa we własnym ciele. Nie można się przygotować.
Pamiętam ten moment, gdy po raz pierwszy wziąłem córkę na ręce...nie odłożyłem jej przez cały dzień. Ten dzień zmienił wszystko! No ale nie należy tylko brać, szczególnie od dzieci ;) więc dawno temu obiecałem sobie, że będę się starał być dla nich dostępny, gdy tylko poproszą o pomoc, ale również będę je zachęcał do poznawania świata i różnego rodzaju atrakcji i sposobów spędzania wolnego czasu. Czy dobrze mi idzie? Nie wiem! Kiedyś przeczytałem, że na to pytanie odpowiedzi udzielą nam nasze własne dzieci, gdy już dorosną i będę wstanie powiedzieć nam czy byliśmy dobrymi rodzicami. Dlatego nie poddaję się i walczę dalej, jednak nie jest to łatwa droga. Czemu? I tutaj wrócimy do naszych szanownych amerykańskich naukowców :).
Jeśli nie potrafisz wykorzystać minuty, to zmarnujesz i godzinę, i cały dzień, i całe życie! - Aleksandr Sołżenicyn
Niestety czas nie jest naszym sprzymierzeńcem w budowaniu relacji z własnymi dziećmi. Jak pokazują dane: Tata pracujący ma do zaoferowania dzieciom dziennie 40 minut, niepracujący niewiele, bo zaledwie kwadrans, więcej.(...) Wśród badanych nacji pozytywnie wyróżnili się pracujący ojcowie australijscy i amerykańscy, którzy spędzają z potomkami najwięcej czasu - odpowiednio 69 i 62 minuty czyli mniej więcej tyle co polskie matki.
Zaskoczeni? Bo ja bardzo. Czym jest 40 minut dziennie? To nawet nie pełna połowa meczu piłkarskiego, a gdzie druga połowa, dogrywka i karne? Jedyne co mnie jeszcze ciekawi, czy w tym czasie wliczono ten okres, który spędzamy na wspólnym odrabianiu lekcji z dzieckiem. Tutaj z odpowiedzią przychodzą podobne badania, które jako opiekę nad dzieckiem wymieniają wspólne zajęcia. Niemniej jednak w dalszym ciągu wyniki tych badań nie są dla nas - ojców, zbyt optymistyczne. Wnioski, jakie płyną po takich badaniach można znaleźć w opracowaniu pod tytułem:
„Godzenie ról rodzinnych i zawodowych kobiet i mężczyzn. Badania jakościowe gospodarstw domowych” zrealizowanym przez Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich wynika, że średnia liczba minut poświęcona przez ojca na opiekę nad dzieckiem (zabawę, wspólne zajęcia) wynosi jedynie – 32 minuty dziennie. To jeszcze mniej, niż 6 lat temu!
Jednak to nie koniec smutnych informacji. Jak można przeczytać na portalu staraniowy.pl:
Kilka lat temu na sposób wzięli się brytyjscy naukowcy, którzy postanowili zmierzyć nie czas deklarowany, ale rzeczywisty, czyli taki, kiedy ojciec poświęca całą uwagę dziecku. Nie szpera
w telefonie, nie ogląda telewizji. W badaniu wzięło udział 1700 ojców. Wyniki były zatrważające. 40 sekund. Średnio tyle niepodzielnej uwagi uczestnik badania poświęcił swojemu dziecku w ciągu dnia. I choć to badanie nie musi być miarodajne, pokazuje, wraz z innymi opracowaniami, że nie dzieje się dobrze.
I co wy teraz na to? 40 sekund niepodzielnej uwagi na dziecko!!! Przerażające prawda? Czy da się zbudować jakąkolwiek relacje z dzieckiem przez 40 sekund dziennie? Nawet pomijając te ostatnie wyniki, czy nieco półgodziny dziennie wspólnego czasu to wystarczająca ilość czasu, aby dziecko poczuło, że może na nas liczyć w każdej chwili? Czy istnieje jakaś nadzieja na poprawę tych danych? Okazuje się, że tak, ponieważ jak możemy przeczytać na www.urlopojcowski.info:
(...) według badań Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) statystycznie każdy z nas ma zaledwie 4 godziny, 39 minut czasu wolnego w ciągu doby. Takiego, którego nie poświęca na pracę, dojazdy do pracy, domowe zajęcia czy opiekę nad dziećmi. Pytanie, czy tej właśnie opieki nie można by „podciągnąć” pod czas wolny i spędzić przyjemnie razem z dzieciakami?
Niestety żyjemy w czasach, gdzie istnieje wiele rozpraszaczy. Gonimy własne dzieci z przed telefonów, tabletów, telewizorów czy komputerów ale sami zapominamy, że bardzo często to my się wpatrujemy w ekrany naszych urządzeń. Zawsze oczywiście znajdzie się wymówka - aby ktoś do mnie napisał, a bo chcę sprawdzić pogodę na jutro, a bo chcę znaleźć fajny przepis na jutrzejszy obiad, itd. itp. Zapominamy, że dzieci są wspaniałymi obserwatorami i uczą się ze wzorców, jakie ich otaczają.
Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. (Janusz Korczak)
Skąd ta pewność, że dzieci nas dobrze obserwują? Gdy oczekiwaliśmy narodzin drugiej córki, był taki okres, że razem ze starszą córką mieliśmy zabawę w dom :). Polegało to na tym, że po powrocie z pracy, miałem położyć się na kanapie i udawać, że jestem dzieckiem. Starsza córka była wtedy mamą, więc moim zadaniem było wołanie jej z prośbą o pomoc, znanymi zapewne przez wszystkich hasłami: Mamo! Chcę siku! Mamo, chcę mi się pić! Mamo, nie chcę spać sam! Przytaczałem wszystkie możliwe hasła, jakie wypowiadają dzieci, szczególne tuż przed pójściem spać. A ona przybiegała z drugiego pokoju i podawała np. kubek z wodą, ale również wypowiadała zdania, jakie my kierujemy do niej w takich sytuacjach, słowo w słowo! Bawiliśmy się świetnie, ale po zabawie przyszedł czas na refleksje. Uderzyło mnie, jak wiele córka potrafi zapamiętać tylko nas obserwując. Zapewne wiele razy słyszeliście, że dwulatek nic nie rozumie i należy mu odpuścić w pewnych kwestiach. Jak pokazała ta prosta zabawa jest zupełnie inaczej. Od tego momentu poczułem, że czas zwracać większą uwagę na to jak się my dorośli zachowujemy i co dzięki naszej postawie chcemy przekazać naszym dzieciom. Oczywiście przepis na idealnego rodzica nie istnieje i pewnie sam popełniam wiele błędów, ale mam pewne wartości, jakie chcę zaszczepić w moich córkach aby korzystały z tego w przyszłości. Co takiego się zmieniło w moim podejściu? Pierwsze to walka ze stereotypami. Mamy zakodowany pewny podział obowiązków w domu czy to przy dzieciach. Utarło się, że to mamy skupiają się na podstawowych potrzebach dzieci np. karmieniu czy przewijaniu, za to tatusiowie stawiają na edukację i rozrywkę. Oczywiście nie zaprzeczę, że jestem tym odpowiedzialnym za wymyślanie nowych zabaw, organizowanie jednodniowych wyjazdów w nowe miejsca, wynajdywanie nowych placów zabaw itp. Niemniej jednak nigdy nie uciekałem od przewijania, noszenia na rękach, kąpania, zaprowadzania do żłobka, przedszkola czy teraz szkoły. Dodatkowo staram się pokazać, że wykonuje również wiele obowiązków domowych takich jak sprzątanie, mycie mebli, okien, naczyń czy też zrobienie prania i prasowanie. Oczywiste jest, że nie jestem idealny i gdyby spytać mojej Iwony, co ja robię w domu to zapewne byście usłyszeli zgoła odmienne zdanie ;) no ale chyba to wynika z pewnych różnic pomiędzy kobietą a mężczyzną, tak jak można to zobaczyć na obrazku poniżej:
Ale zostawmy to na inny artykuł ;) Trzeba też powiedzieć szczerze, że dużym problemem są zabawki technologiczne. Jak już wcześniej wspomniałem, odciągamy własne dzieci od tego typu urządzeń ale sami z nich dosyć często korzystamy. Dobrym przykładem jest sytuacje sprzed ponad roku, gdy starałem się wprowadzić zakaz używania wszelakiej nowoczesnej elektroniki jeden dzień w tygodniu. Wybrałem sobotę, jako dobry dzień bez multimediów. Pierwsza sobota była trudna dla dzieci. Jak to bez bajek przez cały dzień? Niemniej jednak poszło dosyć dobrze. Druga kolejna sobota dla nich była już bez problemu. Od piątku już wiedziały, że nie będzie żadnego oglądania i zaakceptowały to. Problemem okazaliśmy się my - dorośli. Zaglądanie na telefon ukradkiem, bo z kimś się umówiliśmy, bo chcemy sprawdzić jaka godzina albo jaka prognoza pogody. Dziewczyny złapały mnie również na tym, że gdy one poszły spać w sobotę, to ja grałem na konsoli :( Jak widzicie, pomysł może i był dobry, ale sam nie potrafiłem wytrwać w tym postanowieniu. To podobnie jak rodzicie dziwią się, że dzieci nie chcą założyć kasku na głowę gdy idą na rower. Powód? Sami nie zakładają, to dlaczego dziecko to widząc ma również ubrać. Przykładów można mnożyć, ale wniosek jest jeden - dzieci nas obserwują i naśladują. Jak mówi Umberto Eco:
1. https://www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,9889585,ile-czasu-naprawde-spedzamy-z-dziecmi-swiatowy-ranking.html
2. http://staraniowy.pl/ile-czasu-dziennie-ojcowie-poswiecaja-swoim-dzieciom-dlaczego-tak-malo/
3.http://www.urlopojcowski.info/ile-minut-dziennie-poswieca-dziecku-polski-ojciec-i-dlaczego-tak-malo.html
Komentarze
Prześlij komentarz